wtorek, 23 lutego 2016

Czasami czas przepływa mi przez palce tak szybko, że zanim zdążę się zorientować, który mamy dzień tygodnia, on już zaczyna się zapętlać. Jest już następna środa, następny poniedziałek, a ja nadal jestem w tym samym miejscu i nie mam ochoty robić kroku w przód. Nie lubię grać w życie wbrew sobie, dlatego w momencie, gdy marazm wypełnia je całe, pozwalam mu nim rządzić. To on robi śniadanie (albo i nie), parzy poranną kawę i wypala papierosa, który ma za zadanie pobudzić zmęczone komórki do życia (no i chyba nie muszę dodawać, że zazwyczaj ta metoda nie dziala w ogóle, lub działa bardzo miernie).

Jestem trochę obok. Obok społeczeństwa, obok marzeń i pragnień typowego człowieka. Obok mediów. Nie staram się nawet udawać osoby, która chciałaby mieć pracę w korporacji, w której mogłaby piąć się po szczeblach kariery i budować fundamenty na przyszłość swojej rodziny. Staram się nie postrzegać życia czyimiś oczami. Droga, którą postanowiłam obrać w życiu jest moim autorskim pomysłem na wędrówkę - nie omijam najbardziej niebezpiecznych wąwozów, najbardziej zaskakujących fragmentów na mapie, oraz miejsc, które dla większości osób są bezsensownymi przystankami pośrodku nicości.

Tak swoją drogą, to naprawdę lubię nicość. W nicości jest spokój. Miejsce na powolne myślenie i egzaltowanie się rzeczami, które na co dzień są tylko puzlami w układance.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz