Z perspektywy czasu mogę też stwierdzić, że to u mnie całkiem typowe. W momencie, kiedy zaczynam nowe rzeczy, po upływie czasu rozpraszam się i pozostawiam je samym sobie. Popełniłam ten błąd już tyle razy, że oglądając się w którąkolwiek ze stron, z oddali widzę gruzy porzuconych marzeń i niedomkniętych projektów. Myślę, że może to wynikać z mojej wciąż kulejącej podzielności uwagi i problemu z podzieleniem weny i chęci tworzenia na kilka dziedzin. Cieszę się, że jedna (najważniejsza) z nich jest wpisana tak głęboko w mój organizm, że nie potrafię się od niej odciąć.
Wracając do tematu - czy zastanawialiście się kiedyś, jak dużo może zmienić się w Waszym życiu przez dwa lata? Teoretycznie nie jest to czas bardzo odległy, więc możemy przynajmniej spróbować wyobrazić sobie, gdzie będziemy się za te przykładowe dwa lata znajdowali. Jeden powie - zrobię karierę, drugi - zbuduję dom i stworzę rodzinę, a trzeci nie powie nic i kolejne dwie godziny ze swojego czasu bieżącego poświęci na rozmyślanie o tym (trochę jakby ja, ale już nie do końca).
Mówiąc zupełnie nieobiektywnie i w zupełności na swoim przykładzie mogę skomentować to tak: jeżeli miałabym hipotetycznie określić moje miejsce w świecie i muzycznej społeczności dziś, byłoby to bardzo dalekie od rzeczywistości. Przede wszystkim ilość przebytej drogi, zarówno jeśli chodzi o próbę wyjścia do kogoś ze swoim kapitałem, jak i o dalszą realizację. W skrócie: jeżeli byście mi powiedzieli, co w moim życiu działo się będzie w kwietniu 2018 roku, to bym Was wyśmiała. I to tak hardo.
Dokładne planowanie kierunku podróży nie ma sensu. Czasami musimy pozwolić, żeby nasze nogi poniosły nas same w kierunku, który jest naszym kierunkiem.
